Nikozja, CY
20°C
3.6 m/s
83%

Kobieta kupiła w salonie nowy samochód za 2,4 mln lirów, który okazał się „powypadkowy”

18.08.2026 / 15:26
News Category

Mieszkanka tureckiej Yalovy, adwokat Gizem Gülsen Günashty, kupiła nowy samochód za 2 mln 385 tys. lirów tureckich i niemal natychmiast po jego odbiorze zdecydowała się na niezależną ekspertyzę. Wynik okazał się zaskakujący: specjaliści wykryli ślady demontażu i ponownego montażu przedniej maski, a grubość powłoki lakierniczej na masce wyraźnie różniła się od wartości odnotowanych na pozostałych elementach nadwozia.

Teraz kupująca domaga się wymiany samochodu na inny — bez budzących wątpliwości cech. Dealer z kolei twierdzi, że wykryte ślady nie świadczą o wadzie produkcyjnej ani innej usterce pojazdu.

Dlaczego kupująca zrezygnowała z innego samochodu

Günashty powiedziała dziennikowi Milliyet, że jeszcze przed zakupem zgłosiła się do innego salonu dealerskiego. Zaproponowano jej tam samochód, który — według informacji sprzedawcy — miał fabrycznie lakierowany tylny błotnik.

Kupująca zrezygnowała z tej oferty, ponieważ chciała otrzymać samochód bez podobnych cech. Jak twierdzi, wyraźnie zaznaczyła dealerowi, że potrzebuje właśnie „idealnego” auta.

Ostatecznie wybrała inny samochód w cenie 2 mln 385 tys. lirów. Dla porównania, wcześniej proponowano jej auto za 2 mln 320 tys. lirów — różnica wynosiła więc 65 tys. lirów. Günashty twierdzi, że była gotowa zapłacić więcej właśnie za samochód, który uważała za w pełni odpowiadający jej wymaganiom.

Ekspertyza zmieniła sytuację

Po odbiorze samochodu kupująca niemal natychmiast zawiozła go na ekspertyzę.

W raporcie, na który się powołuje, maska została określona jako oryginalna, jednak specjaliści wykryli ślady tak zwanego sök-tak — demontażu i ponownego montażu elementu.

Ponadto ekspertyza wykazała różnice w grubości powłoki lakierniczej. Na masce wartość wynosiła około 140–160 mikronów, podczas gdy na pozostałych częściach samochodu mieściła się w przedziale 75–90 mikronów.

W raporcie wskazano również ślady ingerencji w mocowania maski oraz nałożenia lakieru w rejonie elementów mocujących.

Ważne jest podkreślenie, że same te dane nie dowodzą, iż samochód brał udział w wypadku lub przeszedł naprawę blacharską. Ekspertyza wykazała cechy techniczne, których pochodzenie stało się przedmiotem sporu między kupującą a dealerem.

To właśnie ten szczegół sprawia, że historia jest pod względem prawnym bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Dealer: mogło do tego dojść podczas transportu

Przedstawiciele dealera nie zgodzili się z interpretacją kupującej.

Według ich wersji ślady na mocowaniach maski mogły powstać w wyniku regulacji przeprowadzonej podczas transportu lub przygotowywania samochodu do wydania klientowi. Dlatego sam fakt demontażu, a następnie ponownego montażu maski, zdaniem firmy nie oznacza jeszcze istnienia wady produkcyjnej ani innej prawnie istotnej usterki.

Dealer ma również argument dotyczący grubości lakieru.

Firma powołuje się na oficjalne informacje producenta, zgodnie z którymi grubość powłoki na zewnętrznych panelach nadwozia może wynosić od 50 do 300 mikronów, w zależności od standardów produkcyjnych.

Powstaje więc istotna kolizja techniczna: wartość 140–160 mikronów rzeczywiście jest wyższa niż wskazania na większości pozostałych elementów konkretnego samochodu, ale jednocześnie mieści się w przedziale deklarowanym przez producenta.

Dlatego stwierdzenie „na masce jest 150 mikronów — to znaczy, że była przemalowana” byłoby nieprawidłowe.

Aby ustalić, czy doszło do naprawy, należy uwzględnić całokształt oznak, a nie tylko wskazania miernika grubości lakieru.

Czego dokładnie domaga się kupująca

Po otrzymaniu ekspertyzy Günashty zwróciła samochód dealerowi w Bursie i zażądała jego wymiany.

Jak twierdzi, przedstawiciele dealera początkowo oświadczyli, że sami nie wiedzieli o wykrytych cechach. Stronom nie udało się jednak dojść do porozumienia.

Kupująca twierdzi, że posiada dwie ekspertyzy oraz opinię specjalisty, które jej zdaniem potwierdzają istnienie wady. Ponadto strony przeszły procedurę mediacji, ale nie zdołały osiągnąć porozumienia.

Günashty zamierza teraz domagać się wymiany samochodu na analogiczny, ale pozbawiony budzących wątpliwości cech.

Dlaczego nawet niewielki element nadwozia ma znaczenie dla właściciela

Z technicznego punktu widzenia samochód może przy tym pozostawać w pełni sprawny.

Maska może być oryginalna, samochód może być normalnie użytkowany, a wykryte wartości mogą nie wpływać ani na bezpieczeństwo, ani na właściwości jezdne.

W przypadku właściciela nowego samochodu istnieje jednak jeszcze jeden czynnik — wartość na rynku wtórnym.

Nabywca używanego samochodu zwykle zwraca uwagę na historię nadwozia. Jeśli podczas kontroli zostaną wykryte ślady demontażu elementów, lakierowania lub naprawy, może to stać się powodem do negocjacji ceny albo wręcz rezygnacji z zakupu.

Tego właśnie obawia się Günashty.

Oświadczyła, że nie chce za rok, sprzedając samochód, tłumaczyć kolejnemu właścicielowi, dlaczego na przedniej masce widoczne są ślady demontażu i dlaczego wartości grubości powłoki różnią się od wskazań na pozostałych elementach nadwozia. Jak twierdzi, właśnie chęć uniknięcia takich problemów była jednym z powodów, dla których początkowo zdecydowała się kupić nowy samochód.

Co mówi tureckie prawo

W Turcji relacje między nabywcą samochodu a sprzedawcą reguluje między innymi ustawa nr 6502 „O ochronie praw konsumentów”.

W przypadku istnienia ayıplı mal — towaru z wadą — przepisy przewidują dla konsumenta szereg tak zwanych praw wyboru. W zależności od okoliczności kupujący może żądać usunięcia wady, obniżenia ceny, wymiany towaru na analogiczny, wolny od wad, albo skorzystać z prawa do odstąpienia od umowy w przypadkach przewidzianych prawem.

Kluczowe znaczenie ma jednak to, że istnienie takiego prawa należy uzasadnić w odniesieniu do konkretnej sytuacji.

W tym przypadku trzeba ustalić, czy wykryte cechy rzeczywiście stanowią wadę samochodu, czy istniały przed przekazaniem auta kupującej oraz w jakim stopniu wpływają na właściwości i wartość pojazdu.

Dlatego ekspertyza odgrywa w tej sprawie kluczową rolę.

Grubość lakieru nie jest jeszcze dowodem wypadku

Historia ta jest szczególnie pouczająca dla kupujących, którzy sprawdzają nowe samochody miernikiem grubości lakieru.

Sam odczyt w mikronach nie pozwala automatycznie ustalić historii nadwozia.

Grubość powłoki zależy od technologii produkcji, rodzaju panelu, liczby warstw oraz konkretnego fragmentu nadwozia. Nawet w jednym samochodzie wartości mogą się różnić.

W omawianym przypadku uwagę zwróciła nie tylko wartość 140–160 mikronów, ale także połączenie tego wskazania ze śladami ingerencji w mocowania maski. To właśnie całokształt tych okoliczności stał się podstawą roszczeń kupującej.

Dlatego ekspertyza samochodu powinna odpowiadać nie na prymitywne pytanie „gdzie jest więcej mikronów”, lecz na bardziej złożone: dlaczego konkretny element różni się od pozostałych i czy widoczne są oznaki ingerencji w jego stan.

Podobny spór rozpatrywał już Yargıtay

Co ciekawe, spór dotyczący lakierowanych elementów nowego samochodu w Turcji był już przedmiotem rozpoznania przez Sąd Kasacyjny — Yargıtay.

W innej sprawie nabywca kupił samochód z zerowym przebiegiem, a później podczas ekspertyzy ustalił, że niektóre elementy nadwozia były lakierowane. Sąd niższej instancji początkowo nakazał wymianę samochodu na analogiczny, wolny od wad.

Jednak 3. Izba Cywilna Yargıtay w lipcu 2026 roku uznała wymianę samochodu za nieproporcjonalną do okoliczności sprawy. Zgodnie z opublikowanymi informacjami wykryte wady nie wpływały na bezpieczeństwo, komfort ani możliwość korzystania z samochodu zgodnie z przeznaczeniem, ale mogły prowadzić do obniżenia jego wartości na rynku wtórnym.

Dlatego sąd wskazał na konieczność rozważenia rekompensaty za utratę wartości samochodu zamiast jego całkowitej wymiany.

Ważne jest jednak, aby nie utożsamiać tych dwóch spraw. Orzeczenie Yargıtay dotyczy innego samochodu i innej historii sądowej. Nie oznacza ono, że obecna kupująca automatycznie otrzyma lub nie otrzyma prawa do wymiany auta.

Niemniej pokazuje ono podejście tureckiej praktyki sądowej: jeśli wada nie wpływa na bezpieczeństwo i użytkowanie samochodu, ale obniża jego wartość rynkową, sąd może rozważyć przyznanie rekompensaty pieniężnej zamiast całkowitej wymiany auta.

Jak może zakończyć się obecny spór

W sprawie Günashty nie zapadło jeszcze ostateczne orzeczenie sądu.

Z jednej strony kupująca twierdzi, że świadomie zapłaciła więcej za samochód bez podobnych cech i wykryła je niemal natychmiast po odbiorze pojazdu.

Z drugiej strony dealer utrzymuje, że wykryte ślady mogą mieć związek z transportem i regulacją, a grubość lakieru mieści się w przedziale ustalonym przez producenta.

Ostateczna ocena będzie więc zależeć nie od jednego wskazania grubości lakieru, lecz od ustalenia przez ekspertów pochodzenia wykrytych cech oraz ich wpływu na samochód.

Historia ta pokazuje również ważny niuans rynku nowych samochodów: „zerowy przebieg” oznacza, że auto nie było użytkowane przez kupującego, ale sam w sobie nie jest ekspertyzą techniczną nadwozia.

Przy zakupie drogiego samochodu warto dokładnie obejrzeć auto jeszcze przed jego ostatecznym odbiorem, zachować dokumenty i utrwalić wszelkie oświadczenia dealera dotyczące stanu pojazdu. Jeśli po zakupie zostaną wykryte budzące wątpliwości ślady, niezależna ekspertyza może stać się jednym z kluczowych dowodów w dalszym sporze konsumenckim.

Na razie nie można jednak twierdzić, że kupującej sprzedano samochód „powypadkowy” lub wcześniej naprawiany. Na dziś potwierdzono jedynie obecność wykrytych podczas ekspertyzy cech maski, a strony odmiennie wyjaśniają ich pochodzenie. Ostatecznej oceny prawnej tej sytuacji powinien dokonać właściwy organ lub sąd.

Komentarze (0)